Rzecz o największej wsi świata

Mówią, że Bałuty to nie miejsce tylko stan umysłu. My dość przekornie postanowiliśmy sprawdzić ile w tym stwierdzeniu jest prawdy i któregoś dnia wybraliśmy się na wycieczkę rowerową po bałuckich zakamarkach. Krążyliśmy między Starym Miastem, ulicą Wojska Polskiego a Inflancką, czasem trafiając na ślepą uliczkę, na podejrzliwych bałuciarzy z Bałut, a niekiedy na prawdziwe dzieła sztuki.

Bałuty to chyba najbardziej znana część Łodzi i naszym zdaniem najbardziej łódzka. Niegdyś, na północ od Starego Miasta położona była wieś Bałuty. Była ona częścią szlacheckiego majątku i niemal przestała istnieć w roku 1665, kiedy to wszystkie gospodarstwa położone na jej terenie zostały spalone. Związane to było z tak zwanym rokoszem Lubomirskiego. Wieś jednak odbudowano. W połowie XIX wieku jej właściciel dostrzegł szansę na pomnożenie swego majątku poprzez dzierżawę działek – pobliska Łódź szybko się rozwijała i ściągali do niej kupcy, tkacze, rzemieślnicy, którzy szukali miejsc do zamieszkania. Rozpoczęła się kolonizacja Bałut. Jej tempo przerosło najśmielsze oczekiwania. W ciągu pierwszych 10 lat osiedliło się niecałe 1 500 osób, w 1884 roku było 6 600, a w 1913 roku ponad 100 000 mieszkańców!

W 1915 roku okupacyjne władze niemieckie wydały decyzję o wcieleniu ponad 100-tysięcznej wsi Bałuty w granice administracyjne Łodzi. Na Bałutach rozwijał się lokalny folklor i pomimo inkorporacji do Łodzi, północna część miasta zachowała pewną odrębność… mentalną. Ale czy takiego samego zjawiska nie obserwuje się na warszawskiej Pradze albo krakowskim Kazimierzu?

Kolejną przełomową datą był rok 1940, kiedy to Niemcy utworzyli na terenie Bałut żydowskie getto. Było to drugie co do wielkości getto po warszawskim i istniało do 1944 roku. Do dzisiaj można znaleźć wiele śladów jego istnienia. My natknęliśmy się na nie chociażby w postaci obrazków dzieci namalowanych na budynkach w różnych częściach dzielnicy. Projekt nosi nazwę Dzieci Bałut. Jest to seria murali, przedstawiających dzieci z łódzkiego getta. Są to autentyczne wizerunki, które znaleziono na fotografiach z okresu wojny. Galeria portretów sukcesywnie rośnie, aktualnie można znaleźć 17 murali. Podrzucamy Wam tylko małą próbkę.

Po wojnie na Bałutach wyrosły bloki, najpierw 4-piętrowe z cegły, z charakterystycznymi wysokimi bramami, które nam jednoznacznie kojarzą się z zabudową Nowej Huty (dla porównania podrzucamy zdjęcie z Krakowa), a następnie wieżowce z wielkiej płyty. Co nas zaskoczyło? Chyba to, że wśród bloków można znaleźć ukryte kapliczki, kameralne ogródki i całkiem retro samochody zaparkowane przy retro bramach retro kamienic (tak… w środku blokowiska!).

Nie wiemy, jak Wy się na to zapatrujecie, ale my bardzo lubimy bałucki klimat. W niektórych miejscach ma się wrażenie, że czas się zatrzymał i ludzie całkiem niedzisiejsi (chociaż nie wszyscy są wczorajsi, żeby nie było). Lubimy to, że wbrew pozorom północna część miasta jest bardzo zielona. Zawsze z ciekawością słuchamy o niełatwej historii.

Bałuty są spoko. Jak sądzicie?

You may also like